15.05.2011

Mój pierwszy warzywnik

Naczytałam się tak wiele o organicznej uprawie własnych warzyw i owoców, dlatego przy nadarzającej się okazji (dostałam właśnie w użytkowanie kawałek czyjegoś ogródka) postanowiłam sprawdzić w działaniu wszystkie wiadomości, których przy największym nawet balkonie nie byłam w stanie zastosować.


Kawałek porośniętej trawą ziemi przy ogrodzeniu. Trochę tu jeszcze chwastów, samorozsiewających się kwiatów i zdziczałych truskawek.
Wzięłam się więc do pracy w piękne piątkowe popołudnie 13 maja. Postanowiłam, że będzie to moja samodzielna praca, dlatego to co zrobiłam nie jest może zbyt imponująca. Wiem jednak, że na początku jest najciężej. Potem będzie jak z górki.



Rozpoczęłam od pracy z widłami i pozbycia się trawy i chwastów. Przekopałam kawałek wielkości 150 x 90 cm.
Ziemia jest tu wyjątkowo jałowa, co nawet widać po jej kolorze. Mieszanina piasku i trochę gliny. Przygotowując tę grządkę nie natknęłam się na żadną dżdżownicę (świadczy to o braku jakiejkolwiek próchnicy w glebie) co jeszcze bardziej uzmysłowiło mi jakie karkołomne działanie przede mną.



Na szczęście gospodarze działki umożliwili mi korzystanie z ich pryzmy kompostowej dzięki czemu wymieniłam znaczą część tej jałowej ziemi na przerobiony, drobny kompost, choć sama nie jestem pewna w jakiej jest on kondycji.

widać gdzie jest jałowa a gdzie kompostowa ziemia

 Powyższą grządkę przygotowałam w następujący sposób:
- skopałam widłami i usunęłam chwasty i trawę, spólchniłam ziemię na głębokość wideł;
- usunęłam jałową ziemię na jakieś 5 cm w głąb, wysypując ją na kompost;
- na miejsce usuniętej ziemi wsypałam ziemię kompostową łącznie 20-25 cm, czyli usypałam wysoką grządkę na jakieś 15-20 cm, pewnie po paru dniach trochę wszystko osiądzie;
- na razie wsadziłam wykopane z tego miejsca zdziczałe truskawki, bo może da się je uratować, myślę, że truskawki dolecowo będą w innym miesjcu, ale na razie dysponuję tylko taką grządką;
- eksperymentalnie posiałam po trochu: marchew, kalarepę, rzodkiewki, cukinie i nasturcje.





Prawda, że ładne poletko, a jakie kamyki dookoła  ułożyłam :-). Czeka mnie jeszcze dużo pracy, ale frajdy miałam naprawdę dużo. Już obmyślam sobie czym będę nawozić: zbieram fusy od kawy i mielę skorupki od jajek. Myślę sobie, że warto wykorzystywać każdy kawałek jaki mamy do dyspozycji - dla zdrowych i smacznych warzyw i owoców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz